Panasonic Lumix DMC-GH5 – test trybu filmowego

Panasonic Lumix DMC-GH5 przesunął wiele granic dotychczas oddzielających filmujące aparaty od kamer. Już od kilku odsłon seria GH wydaje się być bardziej przeznaczona dla filmowców niż dla fotografów. Stąd też i test tego aparatu (a w zasadzie kamery, bo z prawnego punktu widzenia, z powodu braku ograniczeń czasu nagrywania, jest to kamera) będzie wyglądał nieco inaczej. Konkretniej - będzie to test stricte filmowy. Co nie znaczy, że GH5 nie potrafi dobrze robić zdjęć. Ale to, że Ferrari ma bagażnik, to nie powód, żeby sprawdzać, ile worków gładzi szpachlowej można nim przewieźć.

Panasonic Lumix GH5 to marzenie filmowców i technologiczny pokaz siły. Nasze pierwsze wrażenia

Panasonic Lumix GH5 to nowe wcielenie najwyżej plasowanego bezlusterkowca japońskiego producenta. Poza bezkonkurencyjnymi możliwościami wideo, GH5…

Jeśli się nad tym zastanowić, to 10-bitowy zapis 4:2:2 (oraz bez limitu czasowego) oferowały już wcześniej urządzenia Blackmagic Design. 50 kl./sek w 4K potrafi zarejestrować Canon 1D X Mark II. Hybrydową stabilizację obrazu ma Panasonic G80 czy Olympus OM-D EM-1 Mark II. A super slow motion w HD ma kilka kompaktów Sony z 1-calową matrycą. Panasonic Lumix GH5 zrobił jednak to, czego nikt przed nim nie dokonał – zebrał to wszystko i umieścił w jednym, kosztującym akceptowalne pieniądze, korpusie. Nie zwlekajmy zatem, zobaczmy, jak się ta mieszanka sprawdza w praktyce.

Aparat do testów udostępnił polski oddział firmy Panasonic.
Rejestrator obrazu Atomos Shogun Flame udostępniła firma BEiKS.
Przed kamerą w części testów wystąpiła Kaja.

Budowa i ergonomia

Panasonic GH5 jest bardzo podobny do swojego poprzednika. Do tego stopnia, że spora część akcesoriów do GH4 będzie do niego pasować. Jeśli chodzi o zmiany, to z korpusu zniknęła wbudowana lampa błyskowa, a przycisk nagrywania jest teraz na górnej ściance. Uchwyt sprawia jeszcze solidniejsze wrażenie, tak jak zresztą i cały korpus. Co nie znaczy, że GH4 wyglądał mało solidnie, po prostu GH5 wygląda w porównaniu z nim, jakby trochę pochodził na siłownię. “Zwiększenie masy” jest zresztą faktem – nowy Panasonic waży 725g, o 165g więcej od poprzednika.

Rozkład pokręteł i przycisków jest w zasadzie wzorcowy – wszystko jest tam, gdzie każdy użytkownik filmujący aparatami by się spodziewał. A jak czegoś brakuje, można zaprogramować przycisk funkcyjny.

Miłą zmianą jest też użycie pełnowymiarowego portu HDMI. Doceni to każdy, kto kiedykolwiek korzystał z urządzeń z podatnym na wypadanie mikro HDMI.

Zobacz również: Wideotest Sony NEX-6

Menu

Menu nie zaliczyło dużych zmian w porównaniu z GH4. Wizualnie wygląda tak samo, a ewentualne zmiany w większości wynikają z obecności nowych funkcji, które gdzieś trzeba było ulokować. Mnie osobiście najdłużej zajęło dokopanie się do ustawień stabilizacji, ale nie zmienia to faktu, że ogólną czytelność i przejrzystość menu oceniam bardzo dobrze. Zresztą prawda jest taka, że o ile nie jesteśmy testerami, którzy co chwila zmieniają tryb nagrywania, to nie będziemy do menu zaglądać zbyt często, bo wszystko co ważne jest pod ręką na korpusie.

Wizjer i ekran

Zarówno ekran, jak i wizjer elektroniczny są bardzo dobrej jakości i naprawdę trudno się do czegokolwiek przyczepić. A do tego mechanizm przełączania się z jednego na drugi działa rozsądnie i nie przejawia znamion nadgorliwości, tak jak te w Sony (które chronicznie gaszą ekran w najmniej odpowiednich momentach). Ekran jest oczywiście uchylny, tak jak w praktycznie każdym aparacie serii G i GH. Mechanizm dotykowy działa dobrze. W deszczu go co prawda nie testowałem, ale zmarznięty, po dwóch godzinach filmowania na dworze, palec rozpoznał bez problemu.

Bateria

Wydaje mi się, że czas pracy na baterii w Panasoniku GH5 jest minimalnie gorszy niż w poprzednikach, ale nadal są to wartości znacząco przewyższające cokolwiek, co ma do zaoferowania konkurencja. Nigdy nie zrobiłem pełnego testu nagrywania ciągiem, ale podczas jednej z sesji nagraniowych, po zarejestrowaniu 80 minut materiału (około 1/3 w 4K), bateria nadal pokazywała połowę pojemności. Wydaje się więc, że wartości w okolicach 2 godzin materiału 4K na jedną baterię są absolutnie do osiągnięcia.

Na marginesie dodam, że GH5 odczytuje całą matrycę i skaluje ją programowo zarówno w 4K jak i w HD, więc tryb nagrywania będzie mieć w jego przypadku mniejszy wpływ na żywotność baterii niż w innych urządzeniach. Ale o tym więcej w dalszych sekcjach testu.

Aparat ani razu się nie przegrzał podczas nagrań, ale momentami temperatura obudowy była zauważalnie wyższa od pokojowej. Do temperatur osiąganych przez Sony A6300 daleko, ale żaden poprzedni GH aż tak się nie grzał. Wzrost możliwości ma, jak widać, swoją cenę.

Muszę też niestety wspomnieć o jednej wpadce. Podczas jednego z testów aparat rozładował mi się do zera po nagraniu może pół godziny materiału na dworze w temperaturze około 7°C. Co ciekawe, byłem z nim na zewnątrz kilkakrotnie, w tym przy niższych temperaturach, i taka wpadka zdarzyła się tylko ten jeden raz. Zakładam, że może to być jakiś problem z oprogramowaniem w przedprodukcyjnym egzemplarzu, więc traktuję tę sytuację jako wyjątek. Niemniej z kronikarskiego obowiązku o niej wspominam.

Autofokus

Autofokus niestety mnie… zawiódł. Przy pierwszych testach uznałem, że jest nieco powolny i zwiększyłem jego szybkość. Drugiego parametru, czułości (tj. szybkości reakcji na zmiany celu), nie ruszałem. Potem o tym zapomniałem i dopiero montując poniższy film, odkryłem, że działanie układu AF jest, krótko mówiąc, złe. Niezależnie od trybu, ciągle koryguje, szuka, “pompuje”. Jeśli to wina tej zwiększonej “szybkości” to niniejszym przepraszam i w razie czego napiszę sprostowanie, wygłoszę samokrytykę i publicznie zrobię 20 pompek.

Niemniej, moim zdaniem, żadna kombinacja ustawień aparatu nie powinna skutkować taką pracą autofokusa. To po prostu niedopuszczalne.

Jest też jeszcze jedna możliwość – błąd oprogramowania w wersji przedprodukcyjnej, którą miałem w testowym aparacie. Siłą rzeczy nie mogę tej teorii potwierdzić, ani też jej zaprzeczyć.

Na szczęście w trybie manualnym wszystko działa tak jak powinno. Focus peaking wywiązuje się ze swoich zadań bardzo dobrze (radzi sobie w ruchu i nie jest nadgorliwy), tak jak powiększenie środka kadru, które możemy na przykład przypisać do ruchu pierścieniem na obiektywie czy przycisku.

Stabilizacja

Połączona stabilizacja matrycy i obiektywu, jaką oferuje Panasonic GH5 wraz z obiektywem 12–60mm f/2,8–4 (który to zestaw testowałem), jest świetna. O ile trochę się postaramy, to ujęcia nagrane podczas chodzenia są absolutnie akceptowalne. Oczywiście nie jest to płynność taka, jaką daje gimbal czy stedicam w rękach wprawionego operatora, ale do wielu zastosowań taka wystarczy. A to już coś i powód do zaoszczędzenia paru groszy na systemach stabilizacji.

Na pewno zaoszczędzimy też na rigu czy innej formie mocowania naramiennego. Nawet na maksymalnej ogniskowej (ekwiwalent 120mm) nagranie stabilnego ujęcia nie stanowi najmniejszego problemu. A przy tym wszystkim stabilizacja zachowuje się bardzo rozsądnie po zamocowaniu aparatu na statywie. Tak jak w przypadku większości systemów bazujących na stabilizacji w obiektywie tę ostatnią trzeba wyłączać przy przejściu na statyw, tak tutaj nie przeszkadza ona specjalnie w pracy, choć oczywiście nieco jej działanie czuć.

Szum

Producenci, wypuszczając kolejne modele z danej serii, często chwalą się “szumem niższym o ileś EV”. Nie wiem czy Panasonic tego typu deklaracje wygłaszał, ale w stosunku do GH4 widać odczuwalną poprawę. Szumu nie tylko jest mniej, ma też znacznie przyjemniejszą dla oka, drobnoziarnistą strukturę. Oczywiście, jeśli komuś się wydaje, że GH5 pod względem ilości szumu nagle rozstawi po kątach monstra takie jak A7s, to jest w błędzie, ale do większości zastosowań to, co ten korpus oferuje, spokojnie wystarczy.

Dla mnie osobiście najwyższą akceptowalną (choć dużo zależy od warunków, w jakich nagrywamy) czułością jest ISO 6400. Przy ciemnych kadrach być może trzeba będzie ograniczyć się do 3200. Natomiast niezależnie od wszystkiego, nie polecam dobijać do ISO 12800. Przy tej wartości szum traci swoją drobnoziarnistą strukturę i robi się bardziej “plackowaty”, a do tego następuje zauważalna gołym okiem degeneracja koloru, której nawet poświęciłem osobny film.

Zgodnie z tym, co napisało już kilku testerów w sieci, szum jest nieco większy w trybie 10-bitowym. Ale jest też nieco ładniejszy, jeśli chodzi o strukturę, więc możemy z grubsza uznać, że mamy remis. Co ważne, pomijając różnicę 8/10 bit, poziomy szumu są identyczne w HD i w 4K oraz niezależnie od klatkażu. W zamieszczonym poniżej porównaniu GH5 z Sony A6300 widać to wyraźnie. O ile w normalnym HD i 4K Sony ma przewagę, o tyle po przejściu do trybów slow motion (100p w Sony, 180p w Panasoniku) to GH5 jest górą.

Szczegółowość obrazu i mora

Jak się okazuje, Panasonic GH5 robi rzecz dość spektakularną. Mianowicie zarówno w 25, jak i 50 kl./sek oraz niezależnie od tego czy nagrywamy HD czy 4K, w 8 czy 10 bitach, odczytuje całą matrycę i dopiero z tego generuje obraz. Dowody zamieszczam w rozdziale “rolling shutter”. Efekt – bardzo ładny i szczegółowy obraz, choć momentami prezentujący kolorową morę wynikającą z braku filtra dolnoprzespustowego na matrycy.

Sytuacja nieco się pogarsza po przejściu do trybu slow motion w HD. Pogorszenie następuje dwuetapowo. Pierwsze stadium odnotujemy między 62 a 125 kl./sek. Drugie występuje od 150 do 180 kl./sek. Organoleptycznie jest to z grubsza porównywalne do tego, co oferują Sony A6300 i A6500 w trybie 100/120 kl./sek.

Na ujęciach z życia wziętych nie wygląda to aż tak źle, jak na tablicy testowej. Poniżej zamieszczam kilka fragmentów nagranych w 180 kl./sek. Nie widać na nich większych problemów z aliasingiem czy też nadmiernej degeneracji obrazu. Na marginesie dodam, że w slow motion nie działa autofokus i nie nagrywa się dźwięk. Trochę szkoda, dźwięki nagrane w 100p na Sony A6300 kilkakrotnie już przydawały mi się w pracy.

Rolling shutter

Zanim przejdę do omawiania wyników, dwa słowa o procedurze pomiaru. Tę dotychczas stosowaną opisałem obszernie w naszej kompilacji na temat zjawiska rolling shutter. Tym razem, mając odniesienie w postaci mojego prywatnego Sony A6300, mogłem zrobić porównanie z wykorzystaniem, strzelającej seriami błysków, reporterskiej lampy fotograficznej. Czas odczytu matrycy w Sony znam (34,8ms w 4K). Czas odczytu w nowym aparacie wyliczam więc z proporcji w szerokości pasów wygenerowanych przez lampę. Tyle teorii, wróćmy do testu.

Dotychczas w większości aparatów wybór był prosty – albo mamy lepszej jakości obraz, ale dużego rolling shuttera, albo na odwrót – szybko odczytaną matrycę i jakościowe “byle co” w materiale filmowym. To, że z jakością obrazu jest w GH5 nieźle, już wiemy. I w tym miejscu z przyjemnością mogę napisać, że tym razem nie jest to okupione monstrualnym rolling shutterem.

Oficjalne wyniki przedstawiają się następująco:

  • 6K Photo (cała matryca 4:3) – 14,17ms
  • 4K, 50 kl/s – 13,19 ms
  • 4K, 25 kl/s (8bit) – 13,16 ms
  • 4K, 25 kl/s (10bit) – 13,09 ms
  • HD, 50 kl/s – 13,12 ms
  • HD, 25 kl/s – 13,16 ms
  • HD, 62–125 kl/s – 5,66 ms
  • HD, 150–180 kl/s – 3,47 ms

Wyniki te potwierdzają to, co napisałem powyżej o odczycie całej matrycy – te w HD i 4K w 25 i 50 kl./sek są w granicach błędów pomiarowych identyczne. Wynik w 6K Photo jest nieco wyższy, bo tam odczytywana jest cała matryca o proporcjach 4:3, a nie jej wycinek o proporcjach 16:9. Widać też wyraźnie powiązanie między spadkiem jakości obrazu w slow motion, a coraz mniejszymi wartościami rolling shuttera. Oznacza to, że im szybciej filmujemy, tym mniejszy fragment matrycy jest realnie odczytywany. I stąd rosnąca mora i inne wady w obrazie.

By uświadomić sobie, jak dobre są to wyniki, napiszę, że dotychczasowy rekordzista, Panasonic FZ2000, w 4K osiągnął 17,3ms. Pomijając współdzielącą z nim matrycę kamerę AG-UX90, żadne inne testowane przeze mnie urządzenie nigdy nie zeszło w 4K poniżej 20ms. Wiele za to przekroczyło 30ms. 13,7ms osiągnął Panasonic G7, tyle że w HD.

Jednym słowem – klękajcie narody. Oto oficjalnie najszybsza matryca spośród wszystkich testowanych przeze mnie aparatów. I to nie “odrobinę szybsza”, ale zostawiająca całą konkurencję daleko z tyłu w tumanach kurzu.

Tryby nagrywania

Filmowcy prosili producentów aparatów o 10-bitowy kodek 4:2:2 w zasadzie od dnia, gdy aparaty zaczęły filmować w rozsądnej jakości. Na spełnienie tej prośby przyszło im czekać ponad 8 lat. W związku z tym w 10-bitowym zapisie, jaki oferuje Panasonic GH5, pokładane są spore nadzieje. Pojawiają się też pierwsze kontrowersje, jak choćby test na Cinema5D, który w chwili, gdy piszę te słowa, został zdjęty z Internetu po wielu negatywnych komentarzach ze strony społeczności. Sam też swoją cegiełkę do tematu kontrowersji za chwilę dołożę.

Ale zanim przejdziemy do ciężkich tematów, przyjrzyjmy się liście trybów nagrywania, jakie oferuje Panasonic GH5:

  • 6K Photo – 4992 x 3744 piksela w h.265, w 4:2:0 i (o dziwo) 10 bitach z przepływnością ok. 200 Mbit/sek. Niestety póki co klatkaż to sztywno ustawione 29,97 kl/sek bez możliwości wymuszenia 25. No i chwilowo żaden program do montażu tego nie obsługuje, co też nie pomaga (w filmach powyżej posłużyłem się stopklatkami)
  • 4K DCI (4096 x 2160) w 24 kl/sek – w 4:2:0/8 bit lub 4:2:2/10 bit z przepływnością odpowiednio 100 i 150 Mbit/sek. Po aktualizacji oprogramowania pojawi się dodatkowy tryb 4:2:2/10bit ALL-Intra z przepływnością 400 Mbit/sek
  • 4K UHD (3840 x 2160) w 24, 25, 30, 50 lub 60 kl/sek w 4:2:0/8 bit (100 Mbit dla 25/30 kl/sek, 150Mbit dla 50/60 kl/sek)
  • 4K UHD (3840 x 2160) w 24, 25 lub 30 kl/sek w 4:2:2/10 bit z przepływnością 150Mbit/sek. Po aktualizacji oprogramowania pojawi się dodatkowy tryb 4:2:2/10 bit ALL-Intra z przepływnością 400 Mbit/sek
  • Full HD (1920 x 1080) w 24, 25, 30, 50 lub 60 kl/sek w 4:2:0/8 bit w 100 Mbit/sek. Po aktualizacji oprogramowania pojawi się dodatkowy tryb 4:2:2/10 bit ALL-Intra z przepływnością 200 Mbit/sek
  • Full HD (1920 x 1080) w 24, 25, 30, 50 lub 60 kl/sek w 4:2:0/8 bit jako mocniej skompresowane mp4 lub AVCHD do zastosowań wymagających niewielkich plików

Jak łatwo zauważyć, powyższe zestawienie nie obejmuje trybów slow motion. Na szczęście sprawdzając, jak zachowuje się obraz w każdym trybie, mogłem przy okazji pomierzyć realną przepływność. Co prawda dla statycznej tablicy testowej zmierzone wartości mogą być nieco niższe niż dla ujęć z życia wziętych, ale do wyrobienia sobie wyobrażenia o pracy aparatu to wystarczy. Ponieważ GH5 zapisuje materiał od razu spowolniony (do 25 lub 50 kl./sek dla trybu PAL), to obliczenie, z jakim bitratem był on rzeczywiście nagrany, wymagało nieco zabawy z kalkulatorem. Oto jej wyniki:

  • 25 kl/sek – 79932 kbps w zapisanym pliku – 80 Mbit/sek przy nagrywaniu
  • 50 kl/sek – 79724 kbps w zapisanym pliku – 159 Mbit/sek przy nagrywaniu
  • 62 kl/sek – 60337 kbps w zapisanym pliku – 150 Mbit/sek przy nagrywaniu
  • 75 kl/sek – 58274 kbps w zapisanym pliku – 175 Mbit/sek przy nagrywaniu
  • 87 kl/sek – 52621 kbps w zapisanym pliku – 183 Mbit/sek przy nagrywaniu
  • 100 kl/sek – 47045 kbps w zapisanym pliku – 188 Mbit/sek przy nagrywaniu
  • 125 kl/sek – 37525 kbps w zapisanym pliku – 188 Mbit/sek przy nagrywaniu
  • 150 kl/sek – 30124 kbps w zapisanym pliku – 181 Mbit/sek przy nagrywaniu
  • 175 kl/sek – 26403 kbps w zapisanym pliku – 185 Mbit/sek przy nagrywaniu
  • 180 kl/sek – 24448 kbps w zapisanym pliku – 176 Mbit/sek przy nagrywaniu

A wszystko to bez jakichkolwiek limitów czasu nagrywania, za wyjątkiem tych wynikających z możliwości naszej baterii i karty pamięci.

Na papierze jest tu praktycznie wszystko, czego dusza zapragnie, może poza trybem 4:2:2/10bit w 4K i 50/60 kl./sek. Spójrzmy zatem, jak się to ma w praktyce, tym bardziej, że obiecałem odrobinę kontrowersji.

8 bitów kontra 10 bitów

Zacznę od dobrej wiadomości – tryby zapisu z ośmio- i dziesięciobitową głębią faktycznie się różnią. Jak już ustaliliśmy, 8-bitowy szumi nieco mniej, ale to z 10-bitowego wyciągniemy więcej detali ze świateł i cieni. W pierwszym teście, mającym to zobrazować, użyłem normalnego profilu obrazu (“standard”) i nie doświetliłem filmu o 2EV. Przy korygowaniu ekspozycji oczywiście szum się pojawił, ale w 10 bitach zachowało się więcej detali, a ziarno ma przyjemną, drobnoziarnistą strukturę. W 8-bitach po korekcie ekspozycji zaczęły pojawiać się brzydkie “placki” i artefakty kompresji.

Drugi test (oba znajdziecie w filmie poniżej) miał w założeniu sprawdzić analogiczną sytuację przy odzyskiwaniu informacji ze świateł. Żeby urozmaicić materiał, tym razem sięgnąłem po V-Loga. Informacji w światłach rzeczywiście jest więcej w 10-bitowym obrazie – tam chmury da się “wyciągnąć” bez monstrualnego bandingu, który widzimy w materiale 8-bitowym. Tylko co z tego, skoro w materiale pojawiają się “duchy”?

Nie wiem, skąd wziął się widoczny w obrazie ghosting, ale nie jest to problem kodeka. Tak się składa, że nagrywając ten materiał, aparat miałem podpięty do rejestratora Atomos Shogun Flame, który również nagrywał. I na nim też jest ghosting, a przecież powinien dostawać czysty, nieskompresowany (czyt. niezmieniony przez kodek) sygnał po HDMI. Co ciekawe, gdy aparat wewnętrznie zapisuje w 8 bitach, po HDMI nadal wypuszcza sygnał 10-bitowy. I tam już duchów nie ma, wszystko jest w porządku, a 10-bitowa głębia pozwala na odzyskanie informacji z jasnego nieba.

Nie znam przyczyn tego zjawiska. Zauważyłem jednak, że ghosting wydaje się (oprócz 10 bitów) powiązany z profilem V-Log. Jego ślady zobaczycie też pod koniec filmu w następnym rozdziale. Wyjaśnienie tej tajemnicy pozostawiam inżynierom Panasonika, którzy, mam nadzieję, wkrótce wypuszczą poprawkę oprogramowania likwidującą problem.

Na koniec dodam, że porównując materiały z wewnętrznego 10-bitowego kodeka aparatu (150Mbit) z materiałami zapisanymi przez rejestrator (ProRes HQ w 4K, 880Mbit) nie zauważyłem większych różnic. Świadczy to dobrze o jakości tego kodeka. Jeśli chodzi o tryb 8-bitowy, to tam niewielka różnica na korzyść rejestratora (nawet pracującego w 8 bitach w ProResie 422) jest widoczna. Jednym słowem – jeśli możecie, nagrywajcie w 10 bitach.

Profile obrazu

Na pokładzie Panasonika GH5 znajdziemy wszystko to, co w innych zaawansowanych modelach tego producenta. Są bardziej fotograficzne profile typu “standard” czy “portret”, są znane z GH4 Cinelike-D i Cinelike-V, jest wreszcie (choć nie wiem, czemu oferowany za dopłatą) V-Log.

Jeśli chodzi o moje obserwacje, to mam wrażenie, że nowy model nieco lepiej radzi sobie z kolorem niż GH4. Skóra ma przyjemniejszy odcień, a obrazek wytrzymuje więcej korekcji barwnej, zanim zacznie się degenerować. Niestety, nie zauważyłem żadnej istotnej poprawy, jeśli chodzi o rozpiętość dynamiczną. Pozostała ona na poziomie GH4 i jest nieco gorsza niż to, co oferują na przykład aparaty Sony. Odbija się to na sposobie pracy i naświetlania materiału. Tam, gdzie S-loga mogę w miarę bezkarnie prześwietlić o 2EV, by ograniczyć szum w cieniach, GH5 pozwala na maksymalnie 1EV prześwietlenia.

V-Log w połączeniu z 10-bitowym zapisem, jak pokazał film powyżej, daje większe możliwości manipulacji obrazem. A w każdym razie będzie dawał, gdy już “pogromcy duchów” zrobią porządek z ghostingiem. Wtedy też być może wrócę do tematu i poważniejszych testów.

Jedyną rzeczą, jakiej nieco mi brakuje, jest możliwość modyfikacji parametrów V-Loga, tak jak można modyfikować S-Loga w sprzęcie Sony. Dla bardziej zaawansowanych użytkowników otwiera to wiele dodatkowych możliwości pozwalających na przykład przyspieszyć workflow lub uzyskać naturalniejsze kolory przy jednoczesnym zachowaniu dużej rozpiętości dynamicznej.

Podsumowanie

Panasonic GH5 tak naprawdę zaliczył dwie poważniejsze wpadki – autofokus i ghosting. O ile tylko uda się je usunąć programowo (lub poprzez uświadomienie niżej podpisanego, co zrobił źle), to w zasadzie dostaniemy naprawdę dobry sprzęt filmowy. Nie będzie on imponował super zakresem czułości czy rozpiętością, ale też nie przyniesie nikomu wstydu. A brak rekordów w tych dziedzinach nadrobi to wszystkim innym – świetną stabilizacją, ultra szybką matrycą, porządnymi kodekami, nagrywaniem bez limitu, świetną ergonomią i niezniszczalną baterią.

Jeśli chodzi o konkurencję na rynku, to osoby potrzebujące sprzętu stricte filmowego w zasadzie nie muszą się dłużej zastanawiać, chyba że nad droższym i posiadającym dodatkowo funkcję noktowizora Sony A7s mark II.

Nieco inaczej natomiast wygląda sytuacja w przypadku użytkowników poszukujących czegoś uniwersalnego – do filmu i zdjęć. Szczególnie jeśli na liście wymagań jest “święty graal” wielu fotografujących, czyli super-płytka głębia ostrości oferowana na przykład przez kombinację pełnoklatkowego korpusu i obiektywu typu 85mm f/1,2 czy 135mm f/1,8. Dla nich realnymi alternatywami są A6300/6500 ze Speedboosterem, Fujifilm X-T2 czy Sony A7R Mark II.

Tu niestety system Mikro Cztery Trzecie jest nieco “do tyłu”. Odpowiednika 135mm nie ma w nim w ogóle (75/1,8 Olympusa to ekwiwalent 150mm), a nawet przez SpeedBooster nadal efektywnie uzyskamy “jedynie” matrycę APS-C. Przy filmie nikomu to nie przeszkadza, bo tam głębia ostrości częściej jest zbyt płytka niż zbyt duża. Przy fotografii – różnie bywa. Na pytanie, jakie cechy sprzętu są dla niego najważniejsze, każdy oczywiście musi odpowiedzieć sobie sam.

Ja ze swojej strony bardzo się cieszę, że Panasonic GH5 wyszedł i że w zdecydowanej większości nie zawiódł – przynajmniej moich – oczekiwań. A niezależnie od oczekiwań doceniam też, że przesunął granicę tego, co “wypada” implementować i oferować w filmującym aparacie. Pozostaje życzyć konkurencji, żeby podjęła rzucone przez GH5-kę wyzwanie.

Źródło: VideoDSLR

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy bezlusterkowców

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy:

Niewielki może bardzo dużo! Voigtländer Nokton 50 mm f/1,5 Hasselblad X1D to ekskluzywny średnioformatowy bezlusterkowiec z centralną migawką [test] Ile jest warte 50 megapikseli, czyli rok z kawałkiem z Canonem EOS 5Ds Tenba Roadie II Hybrid - test uniwersalnej walizki dla fotografów Tamron SP 70-200 mm f/2.8 Di VC USD z Canonem w tle [test] Thule Aspect DSLR - plecak fotograficzny na każdą okazję [test] Canon EOS M6, czyli bezlusterkowiec z opcjonalnym wizjerem w naszych rękach Canon EOS 77D i 800D w naszych rękach. Zobacz główne różnice i poznaj polskie ceny Nowe portretówki Sony FE 100 mm f/2.8 i 85 mm f/1.8 - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe Sony A6500 - test trybu filmowego Pentax KP - zaawansowana lustrzanka z matrycą APS-C na nowo Fujifilm X100F - pierwsze zdjęcia i porównanie szumów Fujifilm GFX 50S - pierwsze zdjęcia i wrażenia Fujifilm X-T20 - pierwsze przykładowe zdjęcia i porównanie szumów Czekając na Sony A9? Moje dwa lata z Sony - podsumowanie Sony A6500 - topowy bezlusterkowiec pełen sprzeczności [test] Panasonic – dwa mikrozoomy do Mikro 4/3 [test] Affinity Photo - czy Adobe ma powody do obaw? [recenzja] Leica M10 - pierwsze zdjęcia z Wetzlar Canon EOS 5D Mark IV - test trybu filmowego Canon EOS M5 - test bezlusterkowca, na którego długo czekaliśmy Fujifilm 56 mm f/1.2 APD – prawie test, czyli kadrów kilka z nowej portretówki Sigma 12-24 mm f/4 DG HSM ART – jeśli nie rekord, to co? [test] Nikon D5600 - test lustrzanki z Wi-Fi i Bluetooth dla entuzjastów fotografii

Popularne w tym tygodniu:

Samsung Galaxy S8, S7 oraz iPhone 7. Który robi lepsze zdjęcia? Sony A9 - pierwsze wrażenia po premierze. Czy bezlusterkowiec dorówna profesjonalnym lustrzankom? Sony A9 - pierwsze zdjęcia z profesjonalnego bezlusterkowca, który ma prędkość aż 20 kl./s Niewielki może bardzo dużo! Voigtländer Nokton 50 mm f/1,5 Philips Brilliance 275P - fotograficzne 27 cali w rozdzielczości 5K [test] Panasonic Lumix GX800 - Mikro Cztery Trzecie w pełnym tego słowa znaczeniu [test]